niedziela, 31 sierpnia 2014

eh, podatki

W sobotę zjeżdża się do Stalowej masa handlarzy i tworzą ok 3 kilometrowy pas straganów. Handlują czym się da: żywność, ubrania, meble itd. Wczoraj właśnie była sobota i postanowiłem  przejść się po rynku, a nuż coś ciekawego dla siebie znajdę, zwłaszcza że dostałem wypłatę na koniec miesiąca. I tak sobie chodzę sobie po rynku, większość handlarzy z Polski ale są i Rumuni, Bułgarzy. Zatrzymałem się przy stoisku z butami. Przyglądam, się oglądam a tu nagle podchodzi do jednego z handlujących dwóch smutnych panów. Jeden pokazuje legitymację i mówi, że jest z urzędu skarbowego. Widzę, że sprzedawcy mało co pikawa nie wysiądzie, trzęsą się mu ręce, odchodzą na bok, pokazuje im jakieś papiery, spisują coś i odchodzą. Oczywiście nic nie wskazywało, po ubraniu, że panowie są z urzędu skarbowego. I tak zacząłem się zastanawiać o co chodzi. W zeszłym tygodniu znajoma mi opowiadała o sytuacji, gdy kontrola na rynku przyczepiła się do jednej Rumunki chyba. Zrobiła się awantura, Rumunka zaczęła krzyczeć, grozić, płakać. Nic to chyba jednak nie dało. Zjawiła się policja i Rumunka pewnie dostała mandat. Wiem, że trwa akcja paragon, i że kontrolowani są sprzedawcy odnośnie tego czy zapisują sprzedaż na kasie fiskalnej. Tyle, że jak długo jestem na świecie tak nigdy na rynku nie dostałem żadnego paragonu. Ten facet, który sprzedawał buty też nie wystawiał paragonów. Ciekawe czy dostał mandat. Zaczęło mnie to trochę zastanawiać. Dlaczego w jednych miejscach dostaję paragony a w innych nie. Czy to wina małych mandatów, czy za rzadko robione są kontrole? Z tego co wyczytałem w internecie nie każdy sprzedający ma obowiązek posiadania kasy fiskalnej. Rolnicy o ile sprzedają własne produkty nie muszą posiadać kasy fiskalnej a także wszyscy  o ile wartość sprzedaży w ciągu roku nie przekroczy 20 000 zł. W takich wypadkach nie dostaniemy paragonu ale możemy zażądać innego dowodu zakupu np faktury. Więc bardzo możliwe, że ten sprzedawca butów nie dostał mandatu. Tylko w takim razie dlaczego był zdenerwowany? Może dlatego, że wartość towaru który miał na straganie w tym dniu była warta co najmniej kilka tysięcy złotych. Wiadomo jak świat długi i szeroki ludzie kombinują tylko jak uciec i wymigać się od podatków. I teraz dochodzę do głównego tematu, który chciałem poruszyć. W zeszłym tygodniu jak koleżanka była na zakupach to mówiła, że, ta Rumunka jak została skontrolowana to krzyczała na kontrolujących, wyzywała od złodziei, groziła, że ich załatwi, kazała kontrolować innych "czarnych" bo ona niby legalnie sprzedaje. O dziwo do nagonki na kontrolujących przyłączyli się inni sprzedający i to Polacy. Kazali ją zostawić bo ma niby małe dzieci do wykarmienia. Zrobiło się zamieszanie, zbiegło się trochę gapiów. Sytuacja się uspokoiła dopiero jak pojawiła się policja. I teraz się zastanawiam, kto w tej sytuacji jest tym złym. Kontrolujący, którzy czekają tylko na błąd sprzedawcy, żeby móc mu wlepić mandat czy sprzedawcy którzy oszukują i nie nabijają sprzedaży na kasę. Odpowiedź na to pytanie dla mnie nie jest jednoznaczna. Wiadomo, że w Polsce nie jest łatwo przedsiębiorcom, trzeba znać się na podatkach i zusach a przede wszystkim trzeba płacić podatki a zysk takiego handlarza butami nie jest taki pewny i zależy od tego ile sprzeda. Z drugiej strony ta masa handlujących przyjeżdża i handluje, więc musi się im to opłacać. Zresztą dla czego tak ma być, że w sklepie spożywczym zawszę dostanę paragon a na rynku nie? Dlaczego jeden musi płacić podatki a drugi może bezkarnie oszukiwać? Według mnie podatki można by obniżyć, ulżyć sprzedającym ale pod warunkiem, że wszyscy mieliby kasy fiskalne i nikt nie mógłby oszukiwać. Gdyby wszyscy mieli kasę w tym Rumuni na straganach ale też prawnicy czy lekarze może dziura budżetowa nie byłaby taka wielka. Kiedyś dawno temu potrzebowałem zaświadczenia od lekarza rodzinnego. Zaświadczenie to potrzebowałem do pracy. Miało stwierdzać, że jestem ogólnie zdrowy. Lekarz zapytał tylko czy jestem zdrowy, kiwnąłem głową a on wybazgrolił coś na 1/4 kartki papieru i przywalił pieczątkę. Zażądał przy tym 20 zł. Zdziwiłem się, że lekarz w publicznej przychodni woła pieniądze i poprosiłem o rachunek. Lekarz zachował się jakbym mu w pysk dał i powiedział, że mogę iść sobie do lekarza medycyny pracy i że zapłacę więcej. Gdybym nie dał tych 20 zl nie miałbym tego świstku papieru. Do tej pory nie wiem za co dałem te 20 zł. Rachunku oczywiście nie dostałem. Może jestem naiwny ale gdyby wszyscy płacili podatki co powinni płacić to może nie trzeba by było podnosić podatków a może nawet by można je obniżyć. Może jestem naiwny ale w coś trzeba wierzyć.

2 komentarze:

  1. Skoro chcesz aby wszyscy płacili podatki, to może zacznijmy od marketów ?
    Ponoć są zwolnieni...

    OdpowiedzUsuń
  2. moim zdaniem nie trzeba podnosić podatków jak brakuje pieniędzy tylko trzeba zabrać się za tych co oszukują i nie płacą bo im na to system pozwala i są na tyle cwani, że wiedzą jak oszukać, niektórzy nawet wyłudzają pieniądze z budżetu, nie dość, że nic nie wpłacą to jeszcze wyłudzą, nie wiem czy słyszałaś o wyłudzeniach w VAT. Akurat szkoda mi drobnych handlarzy, na tym handlu ciuszkami wiele mogą nie zarobić, ale z drugiej strony jest prawo albo go nie ma, w marketach akurat nabijają wszystko na kasę, oszukują na czym innym, na podatku dochodowym, często korzystają ze zwolnienia z lokalnych podatków, jeszcze inna kwestia, że jak wykończą konkurencję to i tak zarobią, nie muszą ryzykować i oszukiwać. Chociaż co to za ryzyko, u nas karze się tylko tych najłatwiejszych do złapania

    OdpowiedzUsuń