niedziela, 25 stycznia 2015

znienawidzone zawody - odcinek 1: urzędnicy

Od jakiegoś czasu kiełkował we mnie pomysł, żeby napisać notkę o jednym zawodzie, do którego bardzo jestem uprzedzony. Miałem zamiar napisać ostry paszkwil o osobach reprezentujących ten zawód, tzn o cechach charakteru tych osób, o ich stosunku do wykonywanej pracy, profesjonalizmie a raczej o jego braku.  Powiem szczerze, że kilku reprezentantów tego zawodu zrobiło na mnie bardzo złe wrażenie gdy akurat musiałem z nimi skrzyżować swoje sprawy życiowe. Po jakimś czasie jednak ochłonąłem i pomyślałem, że nie można wydawać osądów o całej populacji na podstawie kilku tylko przypadków. To byłoby niesprawiedliwe. Poza tym nie tylko ten zawód rodzi we mnie jakieś negatywne odczucia, zresztą i mój zawód zdaję sobie sprawę, że nie jest dość ciepło odbierany w społeczeństwie. Postanowiłem dość ryzykownie zrobić cykl notek o moich uprzedzeniach, negatywnych cechach przypisywanych reprezentantom innych profesji. Zdaję sobie sprawę, że ktoś może poczuć się urażony czytając tekst w którym negatywnie przedstawiana jest jego praca ale jak zwykle celem, do którego dążę pisząc swoje teksty jest dotarcie do prawdy, skorygowanie swoich błędnych wniosków jeżeli, ktoś mi to sensownie udowodni. Poza tym nie będę odnosił się do wszystkich tylko do tych czarnych owiec psujących opinię całej grupie zawodowej. Zacznę od siebie, żeby ktoś nie posądził mnie o nie dostrzeganie belki we własnym oku. No to jazda.
Urzędnicy - myślę, że mogę śmiało się zaliczyć do tej grupy, choć nie jestem faktycznie urzędnikiem lecz tylko pracownikiem urzędu. W potocznym znaczeniu tego słowa  mogę się nazwać jednak urzędnikiem. Pracuję w administracji publicznej i dostaję pieniądze z budżetu, do którego wpływają między innymi wasze podatki.  Cóż nam urzędnikom można zarzucić.
1/ W naszym kraju jest za dużo urzędników, którzy nas podatników za dużo kosztują.
 Nie znam dokładnych statystyk ale zgodzę się, że urzędników jest dużo w stosunku np do osób produkujących coś, świadczących usługi. Zgadzam się, że urzędników jest za dużo ale nie oceniałbym wszystkich tak samo, paru urzędników w kraju jednak bym zostawił, bez papierkowej roboty nie jest możliwe funkcjonowanie państwa. Nie można jednak wszystkich do jednego wora wrzucać. Co innego jest na prędko przygotowane jakieś stanowisko dla znajomego królika a co innego faktycznie potrzebna osoba do wykonania konkretnego zadania. Nie można też zapominać o tym, że czcigodnie panujący nam politycy są bardzo płodni jeżeli chodzi o nowe prawa, zmianę starych. To normalne, że jak tworzy się nowe przepisy to są potrzebne osoby, które przestrzegania tych przepisów będą pilnowały.
2/ Urzędnicze pensje są za duże, mają 13-tki, premie świąteczne i inne dodatki, których nie mają inni. 
To prawda mam pensję, zarabiam i mam te dodatki. Po raz kolejny jednak powiem, nie można wrzucać wszystkich do jednego wora. Niektórzy naprawdę z urzędniczych pensji dobrze żyją ale dodam też, że w moim urzędzie świeżo przyjęta osoba nie zarobi nawet 1500 zł na rękę.  O awansach i podwyżkach można zapomnieć. Gdybym mógł chętnie bym zrezygnował z tych 13-tek, i nagród by nikt nie mógł mi ich wypominać w zamian za normalną pensję. Dziś jest tak, że pracownik zwykłego sklepu może zarobić w 12-pensji co początkujący urzędnik w 13.
3/ Urzędnicy nic nie robią tylko piją kawę.
Różnie z tym bywa, akurat ja nie pije kawy. Co do pracy, dość często muszę zostawać po godzinach i nikt mi za to nie zwraca pieniędzy. Po prostu mam przydzielone obowiązki, które muszę wykonać choćby nie wiem co. Z drugiej strony pamiętam raz chamskie zachowanie urzędniczek stanu cywilnego gdy przyszedłem do nich po odpis aktu urodzenia o 7:40 gdy te pracowały od 7:30 a ja przeszkodziłem im w rozmowie gdyż czekać nie mogłem. Znam wiele innych przykładów na bezczynność urzędników i wy pewnie też. Brak zaangażowania w pracę to jednak nie tylko problem urzędników ale innych grup zawodowych również. 
4/ Urzędnicy są nie mili, krzyczą na petentów i nie rozwiązują ich problemów, tylko je mnożą. 
Nie ma co się czarować jak ktoś przychodzi do urzędu to dla urzędnika przeważnie oznacza to pracę. Urzędnicy różnie reagują, zwłaszcza jak petent nie chce się zastosować lub nie zgadza się z opinią urzędnika. Czasami gdy brakuje argumentów, ktoś próbuje podniesionym głosem czy swoją arogancją udowodnić racje. Z doświadczenia wiem, że tak robią przeważnie starsi pracownicy wywodzący się jeszcze ze starego systemu, chociaż robią też tak dlatego, że to działa. Urzędy się jednak powoli pod tym względem zmieniają.
5/ Urzędnicy są niekompetentni, sami nie wiedzą czego chcą, wydają sprzeczne ze sobą decyzje. 
To prawda. Sam widzę jak wiele nie wiem jeszcze rzeczy, które powinienem wiedzieć na swoim stanowisku pracy a których nie wiem. Niekompetencja wynika często z braku szkoleń. Po prostu niestety często urzędnik dostaje nowe zadanie do którego wykonywania nikt go nie przygotowuje Niekompetencja wynika też z zawiłych, ciągle zmieniających się przepisów. Czasami w jednym artykule przepisu prawnego można doszukiwać się kilku różnych znaczeń. Czasami też wynika ze złej woli urzędnika.
6/ Urzędnicy są skorumpowani, biorą łapówki. 
Nie spotkałem się z tym jeszcze, może za mała ze mnie płotka, tzn nie znam przypadków przyjęcia jakichś korzyści majątkowych w zamian za pozytywne załatwienie sprawy. Zdaję sobie jednak sprawę, że to bardzo poważny problem i że takie sytuacje mogą mieć  i pewnie mają miejsce. 
7/ W urzędach pracują same rodzinne klany. 
Dużo niestety w tym prawdy. Znam bardzo dużo takich przypadków. Dziś często jest tak, że w jednym urzędzie pracuje mąż, w innym pracuje żona a dziecko jeszcze bez licencjata wygrywa konkurencję o pracę z magistrem po praktykach nie raz z jakimś już doświadczeniem. Sam byłem na konkursach o pracę do urzędów gdzie raz z 30-tu osób nie znając nikogo po samym zachowaniu potrafiłem wskazać zwycięzcę innym razem młoda dziewczyna bezwstydnie przy mnie dzwoniła przed wejściem na rozmowę do męża mówiąc mu żeby przyszykował wino i kwiaty bo wygrała konkurs o pracę. Oczywiście wygrała. Nie jest tak jednak wszędzie i zawsze. W końcu udało mi się znaleźć pracę bez znajomości i to w urzędzie.
8/ Urzędnicy to zwykle służbiści, nie zadowolone z życia marudy ciągle marzące o rozkręceniu własnego biznesu.
Taki właśnie jestem ale tylko w pracy, po pracy wracam do realnego życia, a biznes może kiedyś uda mi się jakiś rozkręcić i będę mógł porzucić tą pracę urzędnika. Poza tym nigdy bardziej siebie nie akceptowałem niż teraz ale nie wiem czy to jest związane z pracą urzędnika, raczej chyba z tym, że sam już sobie radzę w życiu.
Cóż miałem sobie pojechać po bandzie ale bardziej się broniłem niż biłem po twarzy. No ale kto mnie obroni jak sam się nie obronię? Liczę jednak na ciekawe komentarze pod tekstem. Waszych zawodów już tak łagodne nie potraktuję jak swojego.
Na zdjęciu jedna z kilku ławeczek postawionych w odrestaurowanym parku w Stalowej Woli, za każdą urząd miasta zapłacił ok 10 tys zł. Ławki zbudowane są z kamiennej podstawy metalowych profili i drewna, czyli nie jest to złoto, srebro i drogie kamienie. Według mnie jest to symbol niegospodarności miejscowego urzędu miasta.

23 komentarze:

  1. Czytałam wczoraj o tych ławkach! Absurd nad absurdami! Chociaż, moim zdaniem wygrał pomysł, zrealizowany rzecz jasna...ocieplenie więziennego spacerniaka w jednym z ciężkich zakładów karnych. Tak, ocieplenie czegoś, co jest na zewnątrz, styropiankiem i tak dalej :D
    Co prawda jako urzędnik nigdy nie pracowałam, ale mój mąż i nasz przyjaciel swojego czasu pracowali na zleceniówki w urzędzie skarbowym żeby dorobić i...dużo z tych stereotypów jest prawdą, tych, o których piszesz, jak wynikało z ich opowieści. Ale i znajduje się wiele osób, które te stereotypy łamią i chyba dzięki nim się wszystko jeszcze jako-tako trzyma:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. te ławki to przegięcie faktycznie, zresztą nie jedyne w moim mieście, myślę, że to nie głupota urzędników ale chęć wydarcia pieniędzy z budżetu
      naprawdę wiem co mówię, wiem jakie zarzuty stawiają ludzie urzędnikom czytając różne artykuły czy bezpośrednio się stykając z takimi zarzutami
      stereotypy mają to do siebie, że z nicości się nie biorą, ale prowadzą do nazbyt daleko idących uogólnień

      Usuń
    2. Pewnie, że z nicosci się nie biorą, nie mówię że nie. Ale po prostu w każdej regule znajdą się naprawdę chlubne wyjątki:)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. z roku na rok zaczynam przypominać coraz bardziej tego schematycznego ale zdrowego rozsądku staram się nie stracić

      Usuń
  3. Hmmm niestety wiem troche o prywatnym zyciu urzedniczki....mam takowa w rodzinie, wiecznie sfrustrowanam niezadowolona ze wszystkuego wokoło, do tego ciagle narzekajaca,nie orzepadam za jej towarzystwemm bo tylko czlowiek sie doluje takim oesymistycznym pidejsciem do zycia...ile mozna, kurde ma prace zke by ja zmienila, inbym razem tym bez pracy tak zlem jeszcze innym zamrozone pensje itp itd... cale zycie skupione tylko na urzedniczym stanowisku, ciagle papiery w domu, pytanie w pracy niewyrabia, jest po prostu niezorganizowana.., ohhh wyzylamsie juz mi lepiej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. powiem Ci, że pisząc ten tekst brakło mi jednego słowa, którego nie mogłem sobie przypomnieć chcąc określić urzędników a mianowicie chodzi o słowo "frustraci" - coś w tym jest, ja w zasadzie pracuje tylko 8 godzin ale jak wychodzę z pracy jestem tak przeważnie wypalony psychicznie, że nie chce mi się iść nawet do sklepu zrobić zakupów a nie mówić już o podejmowaniu innych decyzji, przed rozpoczęciem pracy w urzędzie byłem inny

      Usuń
  4. Jak pojadę do ciotki to może je zobaczę te ławki. A odnośnie urzędników to nie miałam jeszcze okazji ich poznać,ale znając życie to niedługo ich poznam,bo muszę wyrobić sobie dowód tymczasowy na wyjazd do Londynu...Zobaczę jak to będzie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no to zobaczysz i sama ocenisz czy te ławki są warte te pieniądze, co do urzędników na pewno nieraz z nimi się zetkniesz, ja pamiętam jak na studiach się owkurzałem na biurokracje w dziekanacie na swojej uczelni, raz jak składałem podanie o przyjęcie w grono studentów, a drugi raz gdy cokolwiek później chciałem od pań siedzących w dziekanacie

      Usuń
    2. Panie z dziekanatu to oddzielna gałąź ewolucji człowieka...

      Usuń
  5. o racja. Raz w życiu spotkałam miłą urzędniczkę a i tak potem okazało się, że tylko w zastępstwie była, na dwa miesiące i przestała pracować.
    Pensje urzędników to masakra jakas. Ostatnio o kopalniach było głośno, wyszło że jest kilku wiceprezesów do samych spraw zatrudnienia, a gdzie reszta? Potem się dziwią, że zwykły górnik zarabia niecałe 2tys a średnia na kopalni to ponad 7tys.
    O rodzinach na stanowiskach mogłabym tu wypracowanie napisać. U nas w gminie było to super widać, każdy pracownik dosłownie był spokrewniony z ówczesnym wójtem. Zarabiają, nie napracują się, a kasa leci. Wiadomo, nie wszyscy, ale ci dobrzy chyba gdzies się pochowali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no powiem Ci, że młodzi jak przychodzą do pracy mają już inne podejście, że chcą pomóc coś załatwić petentowi, że po to właśnie siedzą za biurkiem, Ci starsi może już przez doświadczenie, może przez narosłą frustracje czy urodziny w innym systemie inaczej już, bardziej z góry załatwiają sprawę z petentem

      Usuń
  6. Nie ma to jak konstruktywna krytyka, zwłaszcza własnego zawodu. Wtrącę swoje dwa grosze. Nie uważam, za wadę urzędników, tego, że jest ich za dużo. Czemu? Bo to nie urzędnicy o tym decydują tylko 'góra'. Urzędnik z okienka, nikomu nie stworzy kolejnego okienka. Fakt faktem, że urzędników jest zbyt wielu, ale to już nie ich za to winić należy. Łapówki, myślę, że łapówkarstwo nie jest przypisane do danego zawodu, tylko do danych ludzi, a to, że w jakiejś profesji 'biorą' więcej, to raczej dlatego, że popyt rządzi podażą. Co chcę powiedzieć, naszym życiem rządzi biurokracja, rządzi opieka zdrowotna, rządzą sklepy, ale pani w sklepiku nie trzeba dawać pod ladą koperty po to, żeby dostać chleb. 13stki, premie i inne duperele, państwówki tym się chlubią. Wiele firm prywatnych w tym momencie załatwia swoim pracownikom jeszcze lepsze warunki. Opieszałość...uważam, że urzędnika administracji państwowej powinien charakteryzować specyficzny rodzaj uczucia do ludzi. Niestety papierki są tym czego większość osób nie lubi i z czym sobie na radzi. Natomiast jestem w stanie zrozumieć, że człowiek powtarzając n'tej osobie to samo może stracić cierpliwość...sama czasem ją tracę nad grupką studentów...I chyba na tym zakończę. Czekam na ciąg dalszy cyklu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zadziwiająco łagodnie oceniasz urzędników widocznie żaden nie zalazł Ci za skórę jeszcze, cykl dalej będę pisał ale obawiam się jak niektórzy mnie czytający zareagują ale może nie będzie tak źle

      Usuń
    2. No nie zalazł, raczej ja bym mu zalazła za skórę ;) mocno...To jest, Twój blog, Twoja przestrzeń, a że mamy wolność słowa gwarantowaną konstytucyjnie masz prawo pisać to co uważasz i jak uważasz. Jak ludzie to przyjmą? Są tylko 3 opcje a) dobrze, b)źle, c) obojętnie, bo też będą mieli swoje zdanie. Dyskusja potrafi dać człowiekowi więcej niż zgodne przytakiwanie.

      Usuń
    3. masz rację, w sumie to na dyskusji mi tu zależy najbardziej

      Usuń
  7. ja do urzednikow mam pozytywny stosunek z racji tego , ze sa po prostu potrzebni .I tych pare czarnych owiec tego raczej nie zmieni.Moze krociotko odniose sie do Twoich punktow bazujac na wlasnym doswiadczeniu .
    1.Ogolnie nie odnosze wrazenia , ze urzednikow jest za duzo .Tylu jest ilu jest i mysle ze nie da sie tak po prostu zmniejszyc ich liczby o jedna trzecia czy polowe bo na pewno spowodowaloby destabilizacje administracji .
    2.Trudno mi powiedziec czy pensje urzednikow sa za duze .Raczej bym sie sklanial , ze sa takie sobie i na pewno ci z urzednikow , ktorzy sumiennie wykonuja swoja prace zasluguja na zapracowane pieniadze .
    3.Trudno mi powiedziec, dotad nie mialem przypadku bym z powodu urzedniczej kawki musial na cos czekac .Moze sie zdarzyc ale moim zdaniem to marginalna rzecz na tle ogolu
    4.Tego nie moge potwierdzic gdyz nie zdarzylo mi sie trafic na jakiegos niekulturalnego urzednika dlatego jak wczesniej sadze ze to marninalne .
    5.Niekompetencja urzednika - tu niestety mam jeden przyklad z wlasnego doswiadczenia .Otoz swego czasu mialem pewna sprawe w urzedzie zajmujacym sie sprawami obywatelstwa .Pan urzednik oswiadczyl , ze nie mam racji .Dobrze wiec, omyslalem .Po powrocie do domu poszukalem jakichs namiarow na odpowiedni departament w ministerstwie spraw wewnetrznych ( dodam , ze rzecz toczyla sie w Niemczech) Po kilku przelaczeniach polaczono mnie z odpowiednia osoba, ktora potwierdzila to o czym wspomnialem wczesniej wspomnianemu panu urzednikowi.Uzbrojony w nazwisko i numer telefonu pana z msw (ktory na moja prosbe na wypadek potrzeby powolania sie dane te mi udostepnil ) zadzwonilem do niedouczonego urzednika by oznajmic , ze z pewnego zrodla wiem , ze mam racje .Pan ow juz sie wiecej nie przegadywal tylko odpowiedzial cos w rodzaju : "tak , wiem juz , wiem "
    6.Tutaj nie bede sie wypowiadal gdyz zbyt dlugo przebywam poza Polska by polskich urzednikow osadzac .Mam jednak obecnie nieco spraw rowniez i w Polsce i jak dotad nie znalazlem sie w sytuacji bym by cos zalatwic musial sie uciekac do zaproponowania lapowki czy o taka zostal poproszony.
    7.Moze sie gdziec zdarza , ze ktos z rodziny komus z rodziny zalatwi posade np. w urzedzie miejskim .Jednak mysle , ze polska administracja nie stoi na kumoterstwie .
    8.Ze sluzbisci to akurat uwazam , ze nimi powinni byc .Moim osobistym zdanie, powinni byc na tyle dobrze oplacani by nie musieli myslec o rozkrecaniu wlasnych interesow.

    Konkludujac .urzednicy sa spoleczenstwu niezbedni .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. łapówki to raczej tam się zdarzają gdzie się ma z jakąś działalnością gospodarczą, przetargami tam gdzie trzeba obejść prawo, nikt nie daje łapówek gdy jego działanie jest zgodne z prawem, co do kumoterstwa, wiadomo, że nie każdy urzędnik jest spokrewniony z kierownikiem, dyrektorem urzędu ale gdy tak jest to bardzo razi opinię społeczną, bo tak po prostu nie powinno być

      Usuń
    2. Oj tam, nepotyzm jest wszędzie ;).

      Usuń
    3. tak to prawda, ale co innego jest jak ktoś zatrudni córkę w swojej firmie, czy zrobi ją od razu prezesem spółki a co innego gdy takie rzeczy dzieją się w państwowych instytucjach, gdzie nie ma własności prywatnej i dowolności w zatrudnianiu osób, takie sytuacje trzeba ujawniać i z całą surowością tępić, co czasem się zdarza, słyszałem raz o przypadku gdy odwołali prezesa sądu okręgowego bo ten wcisnął kogoś na chama do pracy, a że jedna osoba ubiegająca się o pracę poskarżyła się na taki konkurs to narobiła słusznie afery

      Usuń
  8. Absurd jeden z wielu. Słyszałem o tej sprawie już chyba wczoraj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety masz racje, to nie jedyny absurd, ale trzeba o tym mówić

      Usuń